niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział pierwszy "Tak się zaczęło"

   Otworzyłam drzwi. Znalazłam się w ciemnym pomieszczeniu oświetlonym jedynie nikłym światłem lampy. Przy drzwiach po drugiej stronie pokoju stał mężczyzna w ciemnych okularach i garniturze. Podeszłam do niego i pokazałam mu dowód tożsamości.
-Nikt za tobą nie szedł?- zapytał
-Nie- odpowiedziałam
Otworzył przede mną drzwi. Kolejne pomieszczenie również było ciemne. Po środku sali stał stół.
-Kogo ja widzę? Magdalena zaszczyciła nas swoją obecnością- powiedział jeden z mężczyzn wstając
-Witaj ojcze chrzestny- odpowiedziałam
-Na czym stanęło?- zapytał siadając
-Stanęło na tym, że panna Magdalena, działając sama, zabiła 10 policjantów i wyszła z tego cało, a co najdziwniejsze FBI jej nie zauważyło chociaż otoczyli budynek. I pytanie jest jasne, jak jej się to udało?
-Chcecie wiedzieć?- zapytałam
Wszyscy pokiwali głowami
-Powiem w skrócie: na dziesięciu policjantów wystarczył karabin maszynowy, a FBI są jeszcze głupsi niż czterolatki...
-Nie obrażaj czterolatków- powiedział Borys, którego wszyscy go znali to on wykonywał najtrudniejsze zadania dla mafii
-Dobrze, więc rzuciłam granat w stronę drzwi głównych i wyszłam tylnymi
Daniel (czyli ojciec chrzestny) zaczął się śmiać
-Magdaleno...
-Mówcie mi Magda, no wiecie wy macie coś w okolicach 35 lat, ja mam 20, przez to czuję się staro
-Więc Magdo, awansujesz do grupy Borysa... Koniec zebrania, mam ważniejsze rzeczy do roboty!
-Piąte piętro, trzecie drzwi na lewo- powiedział Borys mijając mnie
-Okej- odparłam wzruszając ramionami

   Następnego dnia pojawiłam się w wyznaczonym miejscu
-Dzień dobry Madziu- powiedział Borys
-Witaj Borys, co dziś mamy do roboty?
Trzydziestolatek wskazał na stos papierów na biurku
-Na dziś?- zapytałam zdziwiona
-Nie na jutro- odparł
-Dobry żart
-Wiem, w ciągu miesiąca wszystko ma być wykonane
Podeszłam do biurka i usiadłam obok sterty papierów. Zaczęłam przeglądać foldery.
-Zamach na prezydenta... przestarzałe, przemyt broni... DO LOS ANGELES?
-Jak widać pewnie tak- odparł Borys
-Hmmm... Biorę to -powiedziałam rzucając folder kartek do Borysa
-Ha, ale wiesz jakie są szanse że spadniesz? Osiemdziesiąt procent i jeszcze sama musisz wziąć ładunki wybuchowe
-Lubie adrenalinę, a ładunek się do torby włoży.
-No dobrze jak chcesz, ale tutaj ubezpieczenia nie ma
-Jasne potrzebuje liny i laptopa...
-A może jeszcze hackera sobie do torby włożysz?
-A zmieści się?- zapytałam zdziwiona
-Chyba nie, więc kiedy zaczynasz misje?
-Jak najszybciej- odparłam
-Właściwie to możesz to zrobić za 4 godziny, bo leci samolotem do Berlina
-Samolot pasażerski czy prywatny?- zapytałam zatrzymując się w drzwiach
-Prywatny
-Idę się pakować...
-A po co do domu?
-A czy ja mówię że do domu? Torbę muszę kupić, chyba że macie jakieś firmowe z napisem "Jestem z mafii, zamknijcie mnie"
-Nie, ale ja mam czarną torbę z adidasa...
-Nie mogłeś od razu- zapytałam powstrzymując się od śmiechu
-Nie pytałaś Madziu- powiedział po czym zaczął się śmiać
Posłałam mu uśmiech i wzięłam od niego torbę